niedziela, 15 kwietnia 2012

Mediolańskie domy starców



                Jak zapewne każdy pamięta, mianem „Dom Starców” określana była swego czasu drużyna A.C Milanu. Jednakże ostatnimi czasy w Mediolanie pojawił się nowy dom starców, rywal zza miedzy, drużyna Interu Mediolan. I o ile drużyna Milanu spuszcza z tonu i wprowadza powoli młodszych zawodników, o tyle Inter młodych kupuje, a gra cały czas „staruchami”. Cóż, doszedłem do wniosku, że warto powiedzieć coś na temat „nowego” domu starców. Przyjrzyjmy się zawodnikom Interu, którzy mają przynajmniej 30 lat.

Bramkarze :

Julio Cesar – praktycznie 33 letni zawodnik, który o ile jeszcze 2 lata wcześniej błyszczał formą, obecnie nie popisuje się wspaniałymi interwencjami, do jakich zdołał przyzwyczaić fanów Nerazzurrich, kiedy w 2006 roku przechodził do drużyny ówczesnego Mistrza Włoch.

Luca Castellazzi – Sprowadzony w 2010r. Po co? Zawodnik obecnie ma 37 lat... Czy nie lepiej w jego miejsce było ściągnąc kogoś młodego? Tyle dobrego, że transfer nie kosztował drużyny nawet centa, gdyż Włoch był dostępny z wolnego transferu. Co nie zmienia faktu, że za darmo nie gra i pensję płacić trzeba.

Paolo Orlandoni – Absolutny fenomen, zawodnik 4 lata starszy od trenera, w Interze od 2005 roku, do tej pory zagrał...6 meczów. Z czego w sezonie 2008/2009 tylko 13minut, natomiast w 2010/2011 zagrał w Lidze Mistrzów pełne 90minut, wpuścił 3 bramki i raczej nie okrył się sławą po tym spotkaniu.

Obrona :
Obrona humorystycznie (dzięki Kubuś:) )

Ivan Cordoba – rówieśnik trenera. Jeszcze dwa sezony temu prezentował jakąś formę, ale teraz? Teraz gra po prostu przysłowiowe „dno”. Ciężko go za coś pochwalić, większość czasu spędza na ławce. Na szczęście zbiera się do zakończenia kariery, więc może w końcu zwolni się miejsce dla kogoś młodego. Bo niestety ostatni trenerzy (Benitez, Leonardo, Gasperini, Ranieri) preferowali stawianie na starych zawodników, a młodych odsyłali na trybuny nawet po fantastycznych spotkaniach (Coutinho).

Javier Zanetti – Il Capitano jest starszy od trenera o 3 lata. Ciekawe jak wyglądają ich rozmowy na treningach, może tak?
A.Stramaccioni – Javier, szybciej, szybciej, podaj na skrzydło!
J.Zanetti – Cicho młody, nie pyskuj.
Oczywiście to tylko żarty, Javier trzyma poziom nawet jak na swoje 39 lat.

Lucio – Ma 34 lata, w sezonie 2009/2010 razem z Walterem Samuelem stanowił o sile defensywy Interu Mediolan, ale nie tylko. Przez wielu ekspertów byli nazywani najlepszą defensywą Europy. Obecnie popełnia błąd za błędem i częściej można go zobaczyć pod polem karnym przeciwnika, niż pod swoim.

Douglas Maicon – Jeden z „najmłodszych” zawodników wśród „staruchów”. Ma 31 lat i psuje Morattiemu statystykę wieku defensywy, więc stara się usilnie go sprzedać do PSG lub Realu. Cóż...forma też już nie ta, co w poprzednich sezonach.

Walter Samuel – 34-letni zawodnik z Argentyny, nadal trzyma formę, chociaż jak każdemu zdarzają mu się błędy, aczkolwiek w porównaniu do poprzedników nie popełnia ich seryjnie. Nadal ostoja Mediolańskiej defensywy.

Christian Chivu – Ma 32 lata, a jego genialna gra zakończyła się na jednym spotkaniu z Barceloną, gdzie kilkakrotnie zatrzymał „boskiego” Messiego. Przed tym meczem, i po tym meczu grał już kompletnie nic, no może jakieś drobne przebłyski co dziesiąty mecz.

Pomocnicy :

Dejan Stankovic – Jest 34-letnim zawodnikiem zdecydowanie najbardziej odmłodzonej formacji w Interze.    Kiedyś potrafił wspaniale uderzyć z dystansu lub posłać genialne podanie z dokładością co do centymetra, obecnie jednak coraz częściej jego podania i strzały lądują na trybunach albo straszą gołębie na stadionie Giuseppe Meazza.

Esteban Cambiasso – Chuchu w obecnym sezonie prezentuje w miarę stabilną formę, co nie zmienia faktu, że do najmłodszych już nie należy. Strzela bramki, podaje w miarę dokładnie, ale jednak nie ma już tej szybkości, zwrotności. Powinien cześciej ustępować miejsca młodym (Poli).

Napastnicy :

Diego Forlan – 33-letni zawodnik, który po wspaniałym występie na Mistrzostwach Świata w RPA z reprezentacją Urugwaju trafił do drużyny Interu Mediolan w 2011 roku. Od tamtej pory popisuje się wręcz „zabójczą” skutecznością, bo „aż” dwukrotnie trafił do siatki przeciwnika. Oprócz tego zawodnik ten nie mógł występować w meczach LM, co jest wielką „transferową chlubą” zarządu.

Diego Milito – Ma tyle samo lat, co Diego Forlan, z tą różnicą, że ten Diego strzela bramki regularnie. Napastnik Nerazzurri strzela średnio jedną bramkę na 90 minut co jest dowodem na to, że Milito jest wciąż jednym z najlepszych napastników w lidze włoskiej. W 17 meczach, które Inter rozegrał od początku 2012r. Milito strzelił 17 bramek, jest to najlepszy wynik w lidze. Mimo swoich lat nie można mu nic zarzucić, nadal gra na bardzo wysokim poziomie.

                I to już koniec wymieniania zawodników Interu, których wiek przekracza liczbę 30 lat. A żebyście nie musieli liczyć, jest to 13 osób w kadrze liczącej 28 osób. Teoretycznie wygląda to bardzo dobrze, szkoda tylko, że większość z tych zawodników występuje cały czas w podstawowej jedenastce, blokując miejsca młodym, utalentowanym zawodnikom, takim jak chociażby Guarin, Coutinho, Alvarez, Poli, Castaignos. Cóż, miejmy nadzieję, że zarząd jeszcze się ocknie i przeprowadzi odpowiednie czystki w kadrze.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Od 1 do 99?


Czy numer na koszulce zawsze musi być tylko monotonną cyfrą od 1 do 99? Nic bardziej mylnego! W historii piłki nożnej zdarzały się ciekawe przypadki liczb na koszulkach. Może przedstawię kilka bardziej znanych, ale najpierw trochę historii.
               
Mało kto wie, że na początku bramkarze nosili czapeczki,  żeby odróżniać się od reszty zawodników, którzy mieli takie same stroje, natomiast nikt nie miał nie tylko nazwiska na koszulce, ale też właśnie numeru. Dopiero pod datą 25 sierpnia 1928r zarejestrowano, że w meczach Football League pomiędzy Arsenalem Londyn a Sheffield Wednesday oraz Chelsea Londyn i Swansea Town piłkarze po raz pierwszy mieli na plecach numery. Wtedy obowiązywała następująca numeracja – drużyna gospodarzy numery od 1 do 11, a drużyna gości od 12 do 22.

Jedynka w polu
Osvaldo Ardilesa w meczu reprezentacji 
Klasykiem w tej dziedzinie jest Osvaldo Ardilesa, zawodnik z Argentyny, który zwykł grywać właśnie z numerem 1 na koszulce. Ardilesa swój numer ściągnął z swojego rodaka Norberto Alonso, a po Ardilesie w reprezentacji Argentyny z „jedynką” grał Sergio Almiron

Tomaszewski z numerem 2

W całej tej wyliczance może jeszcze jeden, tym razem polski akcent. Otóż w Pucharze Świata 1974 numery w polskiej drużynie przydzielano formacjami. Tak więc golkiperom przypadły w udziale 1-3. Z tego powodu bohater tamtej imprezy, Jan Tomaszewski, dostał nr - który dość słabo, ale jednak widać na skanie powyżej.

Ano nadal zdarzają się przypadki gry zawodnika z pola z nr 1. Pośród wielu takich można wymienić takiego gracza jak np. Pantelis Kafes (Grek,  AEK)
Kafes w meczu AEK (pierwszy po prawej)

„Mniej niż ... jeden?”

Cronin podczas meczu

Hicham ZEROuali

Wyobraźcie sobie, że można zagrać z numerem jeszcze niższym niż 1. To znaczy można mieć na koszulce całe 0. Normalnie zero. Znalazłem dwa takie przypadki – Pierwszy to swego czasu dość głośny w Europie, niejaki Hicham Zerouali, reprezentant Maroka, podczas gry w szkockim Aberdeen (1999-2002) wykorzystując nieco użytek ze swego nazwiska grał właśnie w koszulce z numerem 0. Zresztą, jako 27-letni człowiek, kilka lat  później zginął w wypadku, mieszkając już w Maroku. Kolejny wyjątek to goalkeeper amerykańskich zespołów Portland Timbers i DC United, Steve Cronin.

Czy trzeba kończyć na 99?
Rogerio Ceni z koszulką 618

Luisao podczas 111 rocznicy powstania Flamengo

500 bramek Romario i odpowiednia do tego koszulka

Skąd numer 121 nikt nie wie, ale wyróżnia się.

Nic podobnego! Wzgledem poprzedniego akapitu, Ci Panowie poszli daleko w drugą stronę. Zacznijmy od „najmniejszych” numerów zaraz po 99. Na początek Luisao, który zakładał koszulkę z numerem 111, z okazji urodzin drużyny Flamengo.Numer 500 przywdział Romario z okazji strzelenia 500 bramki. Następny zawodnik to bramkostrzelny bramkarz Rogerio Ceni, który to przywdział koszulkę z numerem 618. Numer ten związany był z liczbą jego występów w swojej drużynie. Obecnie w barwach FC Ultrechtu możemy obserwować grę Tommy’ego Oar’a, który gra z numerem 121. 
Pele po 1000 bramce
Ktoś wie, jak uczczcić 1000bramkę? A może koszulka z takim numerem? Najwyraźniej tak uznał Pele, który przywdział koszulkę z numerem 1000.

W historii piłki nożnej trafiały się również takie numery jak 1+8 Ivana Zamorano, lub promujący numer 08 Stevena Gerrarda i Tomasa Gravesena, kiedy to Anglia starała się o Igrzyska Olimpijskie 2008.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Bamm-Bamm Zamorano!



18 stycznia 1967 roku w stolicy Chile Santiago na świat przyszedł Ivan Zamorano, a dokładniej - Iván Luis Zamorano Zamora. Pozycja na jakiej występował ten 69-krotny reprezentant „La Roja to napastnik. W swojej karierze zaliczył cztery kluby europejskie, a następnie wrócił do gry w Ameryce Południowej. Jak przebiegała jego kariera? Prześledźmy jej bieg.

Wczesne lata kariery

Ivan Zamorano w Cobresal
Bamm-Bamm w Sankt Gallen
           Ivan zaczynał swoją karierę w klubie Transandino, z którego w 1985r. przeniósł się do poważniejszej piłki w zespole Cobresal. W drużynie jednokrotnego mistrza Chile w 29 spotkaniach trafił do siatki aż 35 razy! Zaliczył również roczne wypożyczenia do innego chilijskiego zespołu, a mianowice Cobreandino. Po 29 występach zgromadził na swoim koncie 27 bramek. Tam jego skuteczność została dostrzeżona przez scoutów szwajcarskiego zespołu FC Sankt Gallen, do którego trafił w 1988 roku, podpisując kontrakt na dwa lata. Przez trzy sezony strzelił 34 bramki w 56 spotkaniach. Wtedy jego umiejętności docenił Marcos Alonso Pena, ówczesny trener hiszpańskiej Sevilli. W 1990 roku Zamorano podpisał dwuletni kontrakt z "Sevillistas". Dla drużyny z Półwyspu Iberyjskiego w 59 spotkaniach trafił do siatki 21 razy. Jednak jego najlepsze lata zaczęły się, kiedy wówczas 25 letni napastnik trafił do drużyny "Królewskich" z Madrytu.
Galaktyczny Ivan
Ivan w drużynie Realu Madryt
            Z drużyną Realu Madryt Zamorano zdobył jednokrotnie Mistrzostwo Ligi, jeden Puchar Hiszpanii i jeden Superpuchar Hiszpanii. W 1995 roku, kiedy Real trenował Jorge Valdano, Ivan znacznie przyczynił się do zdobycia Mistrzostwa Ligi, między innymi dzięki hat-trickowi strzelonemu przeciwko Barcelonie. W tym samym sezonie otrzymał Trofeum Pichichiego dla najlepszego strzelca ligi. Razem z  Michaelem Laudrupem decydował o sile ataku „Królewskich”. W sezonach 1992-93 i 1994-95 wygrywał tytuł najlepszego Ibero-Amerykańskiego zawodnika w „La Liga”. Łącznie Ivan Zamorano w drużynie „Los Galacticos” wystąpił w 137 spotkaniach trafiając do bramki 77 razy. Po pięciu sezonach w zespole Realu Zamorano przeniósł się do Mediolanu, a dokładniej – Interu Mediolan.

Włoski 1+8
Słynny numer Zamorano podczas gry w Interze
            Ivan trafił do drużyny Interu w najlepszym dla niej okresie, kiedy w zespole widniały takie nazwiska jak Youri Djorkaeff, Diego Simeone, Javier Zanetti (który gra do dnia dzisiejszego)  i Ronaldo. To właśnie w drużynie Interu Zamorano zyskał swoją unikatową koszulkę, z którą wiąże się ciekawa historia. Kiedy z zespołu odchodził Eddy Baggio, zostawił po sobie numer 9 – numery Ronaldo i Zamorano. Pierwszy do zespołu trafił brazylijczyk i to on wybrał numer 9. Ivan jednak nie zamierzał występować z innym numerem niż 9, tak więc poprosił o koszulkę z numerem „1+8” co po zsumowaniu dawało jego ukochany numer. Podczas finału Pucharu UEFA Zamorano trafił do siatki Schalke i doprowadził tym samym do konkursu rzutów karnych. Jednak w „jedenastkach” przestrzelił, a w końcowym rozrachunku Schalke wygrało 1-4. W maju 1998 roku Inter wygrał Puchar UEFA przeciwko drużynie rzymskiego Lazio 3:0, a bramkę otwierającą wynik strzelił właśnie chilijski napastnik. Po czterech sezonach w drużynie z Mediolanu Zamorano wystąpił w 102 spotkaniach oraz strzelił 27 bramek. W końcu zdecydował się na powrót do Ameryki, a konkretniej do Meksyku
Koniec kariery

Zamorano w Club America
Ivan Zamorano w Colo Colo
            W 2000 roku Zamorano podpisal kontrakt z Club America, w którym w czasie dwóch sezonów trafił do siatki przeciwników 33 razy w 63 występach. Ivan zdecydował zakończyć karierę  w ojczystej lidze, dlatego w 2003 roku przeniósł się do drużyny Colo Colo, dla której w 14 spotkaniach strzelił 8 bramek.
Ivan w reprezentacji Chile 
            Po 16 latach profesjonalnej kariery Ivan zawiesił korki na kołku. Zamorano dzięki sile swoich strzałów nazywany był przez przeciwników Bam-Bam (w nawiązaniu do postaci z Flinstonów) lub „Ivan Groźny”. Dzisiaj Ivan ma 45 lat i jest asystentem trenera reprezentacji Chile do lat 19. Jak wyglądały jego bramki? Zobaczcie :




sobota, 10 marca 2012

Chińczyk z Urugwaju


Álvaro Recoba, a dokładniej Álvaro Alexander Recoba Rivero przyszedł na świat 17 marca 1976 roku w urugwajskim Montevideo. Obecnie „El Chino” gra w zespole Danubio, jednak wcześniej miał przed sobą epizody w europejskiej piłce. Postaram się przybliżyć postać tego genialnego pomocnika.

Danubio





Recoba kopać piłkę zaczynał w młodzieżowych zespołach „La Franja” . Jednak już w wieku 16 lat został dopuszczony do podstawowej jedenastki. W pierwszym składzie spędził sezon 1994/1995. Wtedy też oczarował świat swoją cudowną lewą nogą, którą potrafił zarówno potężnie i celnie uderzyć, jak i posłać podanie z dokładnością co do centymetra. Dla Danubio strzelił 11 bramek w 34 spotkaniach. Szybko zwrócił na siebie uwagę Nacionalu, który był jego następnym przystankiem w drodze na szczyt

Nacional




Dla drużyny „Tricolores” grał dwa sezony. „El Chino” prawdopodobnie popadł w konflikt z trenerem Nacionalu i wiele meczy zaczynał na ławce, a nawet i na trybunach. Sytuację szybko wykorzystał Inter Mediolan, sprawnie finalizując transfer genialnego Urugwajczyka do drużyny Nerazzurrich. W okresie gry dla „Tricolores” strzelił 17 bramek w 33 meczach.

Inter Mediolan




W drużynie „Czarno-niebieskich” zadebiutował w tym samym dniu, co inna legenda piłki nożnej, Ronaldo. Jednak debiutowy mecz nie przebiegał po myśli „Nerazzurrich”, którzy przegrywali z Chievo Veroną 0:1. I wtedy właśnie geniusz Recoby pozwolił na wywiezienie trzech punktów, po końcowym wyniku 2:1. „El Chino” strzelił dwie cudowne bramki z rzutów wolnych w ostatnich 10 minutach. Pierwszy strzał z odległości 25 metrów z niesamowitą siłą trafił wprost do siatki bezradnie interweniującego goalkeppera, następny strzał z większego kąta Recoba wykonał po faulu Christiana Doniego, a piłka trafiła w górny róg bramki Chievo Verony. Po dwóch sezonach „El Chino” został wypożyczony do Venezii, aby zdobywał doświadczenie.
Venezia




23 letni Recoba trafił do drużyny zaplecza włoskiej Serie A. Klub „Lagunari” zmagał się z widmem spadku z ligi. Wtedy „El Chino” udowodnił, że potrafił grać piłkę na bardzo wysokim poziomie. Strzelając 11 bramek i 9 razy asystując w 19 meczach pozwolił Venezii uciec przed spadkiem. Niedługo po tym, wrócił do drużyny „La Beneamata”.
Powrót do Interu Mediolan





            Okres pobytu w Venezii trwał krócej niż sezon. W roku 2001 Recoba przedłużył kontrakt z drużyną Nerazzurrich, do 2006 roku. Niestety w tym samym miesiącu „El Chino” w obliczu problemu z fałszywym paszportem, stracił włoskie obywatelstwo, które otrzymał w 1999r. Otrzymał roczny zakaz, jednak po niedługim czasie został on ograniczony do 4 miesięcy. Recoba miał wiele znaczących wystąpień w drużynie Mediolańczyków. Przykładem jest mecz z Sampdorią z roku 2005. Inter przegrywał 2:0, trwała druga połowa meczu, dokładnie 87 minuta. Wtedy ówczesny trener Interu Roberto Mancini postanawia ściągnąć z boiska Adriano i wprowadzić w jego miejsce „El Chino”. Czy można wyjść z tak beznadziejnej sytuacji w tak krótkim czasie? Recoba udowodnił, że dla niego nie było to żadnym problemem. Pierwszy kontakt z piłką, podanie do Obefamiego Martinsa i mieliśmy już 2:1. Chwilę potem kolejne genialne podanie, tym razem do Christiana Vieriego, który bez problemu umieścił piłkę w siatce. Był remis. Sędzia doliczył trzy minuty. Czy trzeba było więcej? Nic podobnego. Recoba strzela trzecią bramkę  i drużyna Nerazzurrich wygrała 3:2. Wszystko to w czasie 6 minut. Jednak z czasem coraz rzadziej Mancini stawiał na Recobę. W 2006 roku w wywiadzie dla Sky Italia pryzynał, że chce opuścić drużynę Mistrza Włoch. W sezonie 2006/2007 udało mu się zdobyć tylko jedną bramkę, ale niezwykłej urody, a mianowicię bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. 

(Pierwsza bramka)

            Wkrótce Massimo Moratti zdecydował się wypożyczyć „El Chino” do Torino, gdzie spotkał się z swoim byłym trenerem za czasów Venezii Walterem Novellino, który obecnie objął drużynę „Il Toro”. Tak zakończyła się jego przygoda z zespołem z Mediolanu. Spędził w drużynie Mistrza Włoch 10 sezonów.

Torino





            W drużynie „Il Toro” Recoba zaliczył udany start, już w drugim spotkaniu zdobył bramkę, po świetnej akcji Recoba-Rosina. Niedługo potem było spotkanie z Romą, w którym strzelił dwie bramki. Niestety, dręczony kontuzjami i krótkimi okresami gry, pomimo dobrego początku, zakończył sezon poza podstawową jedenastką graczy z Turynu. Po epizodzie w Włoszech zdecydował się na grę w lidze greckiej.

Panionios





Recoba po podpisaniu kontraktu z drużyną Panioniosu stał się jednym z największych transferów w historii tego klubu. Podobnie jak w Torino, po dobrym starcie i efektywnej grze, Recoba znów zaczął być nękany kontuzjami, co znacząco wpłynęło na jego dalszy ciąg kariery. W drużynie „Istorikos” grał przez sezon 2008/2009. Następnie, ze względu na jego liczne kontuzje i wysokość zarobków, rozwiązał swój kontrakt z klubem i był dostępny z wolnego transferu.

Powrót do Urugwaju













Recoba tylko 9 dni pozostawał bez klubu. Niedługo potem, został zakontraktowany w zespole Danubio, w którym zaczynał swoją karierę. Obecnie Recoba ma 36 lat i gra dla drużyny Nacionalu.

Recoba był zawodnikiem, który posiadał znakomite umiejętności techniczne, miał bardzo dobre tempo i drybling. Był specjalistą od rzutów wolnych, co udowadniają chociażby bramki zdobyte podczas debiutu w drużynie Interu. Mógł być najlepszym zawodnikiem na świecie, jednak na jego drodze stawały kontuzje. Przez pewien okres, był najlepiej opłacanym zawodnikiem na świecie! (15mln dolarów rocznie!). Jak wyglądały jego genialne strzały, bramki i niesamowite asysty? Możemy to zobaczyć na poniższym filmie :



piątek, 9 marca 2012

Upadek Imperatora


17 lutego 1982 w Rio de Janeiro narodził się Adriano Leite Ribeiro, bardziej znany jako po prostu Adriano. Kiedy rozpoczynał grę w piłkę, miał wszystkie atuty, które pozwalały mu stać się piłkarzem idealnym – był szybki, wysoki, świetnie wyszkolony technicznie, a jego strzały mogły burzyć domy. Jednak woda sodowa szybko uderzyła mu do głowy, a przy wadze ponad 100kg nie błyszczy ani szybkością, ani zwrotnością. Jak przebiegała jego kariera, po której stoczył się na własne dno?

Inter Mediolan

Adriano rozpoczął swoją karierę w kadrze młodzieżowej Flamengo, grał w drużynie między 1999 do 2001 roku. W seniorskiej drużynie Rubro-Negro występował tylko przez rok (2000/2001), wtedy też scouci Interu postanowili wzmocnić atak Nerazzurrich napastnikiem w postaci „el Imperatore”. Do Interu przeniósł się na sezon 2001/2002, a swojego pierwszego gola zdobył z rzutu wolnego w spotkaniu towarzyskim z Realem Madryt. 




Z nadzieją ogrania się w Serie A, 20 letni Adriano trafił do Fiorentiny, gdzie razem z Adrianem Mutu tworzył niezwykle skuteczny duet. Niedługo potem Parma podpisała akt współwłasności na mocy której „Cesarz” trafił do drużyny Gialloblu. W 36 występach trafił do siatki aż 22 razy. Na wypożyczeniach spędza lata 2002/2004. Wtedy trafił z powrotem do Interu.
Na San Siro wrócił na początku sezonu 2004/2005, a sezon okazał się niebywałem sukcesem, ponieważ na 16 występów, aż 15 razy trafiał do siatki przeciwników. Od 11 lipca 2004 roku do 25 czerwca 2005 roku Adriano siał postrach nie tylko „na własnym podwórku” jakim była włoska liga, ale także na arenie międzynarodowej, zdobywając we wszystkich rozgrywkach ponad 40 bramek. Wynik był bardzo imponujący, więc włodarze Interu przedłużyli kontrakt do 30 czerwca 2010r. 
Niestety zarząd Interu szybko pożałował tego kroku, gdyż forma Adriano zgasła, a spadające na niego pytania dotyczące etyki pracy, która została zakwestionowana, gdy dziennikarze uchwycili i rozpowszechnili zdjęcia Adriano bawiącego się w nocnych klubach (2006/2007), nie pomagała w powrocie do formy. Dodatkowo skrzydła podcięła mu śmierć ojca, który zmarł w wieku 44lat. 
Do porządku próbował go przywrócić również ówczesny trener reprezentacji Brazylii Dunga nie powołując „Imperatore” i mówiąc, aby „skoncentrował się na futbolu”. Słowa zostały rzucone jak na wiatr, a Adriano balował w najlepsze. Niedługo po incydencie dotyczącym imprezy urodzinowej, Roberto Mancini, trener Interu Mediolan, zostawił go na ławce w meczu Ligi Mistrzów przeciwko hiszpańskiej Valencii, a następnie pomijając go w zgłaszaniu listy na mecz ligowy z Catanią. Massimo Moratti spróbował wysłać Adriano do ziemi ojczystej – Brazylii, aby zresetował się i złapał drugi oddech. Miało w tym pomóc Sao Paulo.


FC Sao Paulo 


W drużynie Tricolor Paulista zaliczył udany debiut, trafiając 2 razy do siatki Guaratinguetá w meczu Mistrzostw Stanu Sao Paulo. Mimo niepowodzeń zespołu, „Imperatore” mógł uznać swój krótki pobyt w São Paulo za udany –17 goli w 28 spotkaniach dało mu miejsce w pierwszej "10" (miejsce 8) klubowej listy wszech czasów. Dobre występy spowodowały powrót do kadry Brazylii, a sam Adriano wiązał wielkie nadzieje z powrotem do wielkiej piłki we włoskim Mediolanie. Klub zgodził się na prośbę, jaką wystosował brazylijczyk i pozwolił mu odpocząć przed powrotem do Włoch, rozwiązując kontrakt wcześniej o 8 spotkań.


Powrót do Interu

Adriano wrócił do Mediolanu w wysokiej formie, co objawiało się tym, że regularnie trafiał do siatki przeciwnika. W dniu 22 października 2008, Adriano zdobył zwycięskiego gola w meczu przeciwko Anorthosis Famagusta (LM), a wraz z tą bramką, Adriano strzelił swojego 18. gola w Lidze Mistrzów, a 70 dla klubu. W czasie zimowej przerwy Inter pozwolił wyjechać mu do słonecznej Brazylii. Przed powrotem do rozgrywek Adriano nie zameldował się w siedzibie Interu ani nie przedłużył kontraktu z drużyną Nerrazzurich. Cierpliwość zarządu się skończyła. Za porozumieniem stron współpraca pomiędzy Imperatorem i Interem Mediolan została rozwiązana.
Flamengo

„Powrót do podstaw” rzec by można. Adriano trafił do swojego pierwszego klubu z którym podpisał roczny kontrakt. Gra znów układała się po jego myśli, w debiucie strzelił bramkę, potem dołożył pierwszego w Flamengo hat-tricka, niedługo potem strzelił kolejnego w meczu derbowym pomiędzy Flamengo i Fluminense. Imperator znalazł się na celowniku rzymskiej ekipy Giallorossi.


Roma

Adriano podpisał kontrakt z Romą, w myśl której zarabiał wynagrodzenie równe 5M euro. Roma szybko sparzyła się na tym transferze i po 7 miesiącach we Włoszech, Imperator znów zostaje bez drużyny. 



Corinthians

          Cóż pozostało „nowemu Ronaldo” jak nie powrót do ojczystej ziemi? W 2011 zawodnik podpisał roczny kontrakt z popularnymi „Timão”. Niestety zły los nie opuszczał brazylijczyka, który na treningu zerwał ścięgno Achillesa. Po 6 miesiącach rehabilitacji powrócił na boiska. 

Mogło by się wydawać, że po przybyciu do Corinthians „Imperator” spuścił z tonu, lecz nic bardziej mylnego. Wiele słyszy sie o jego wybrykach, jak choćby strzelanie z broni do kobiety, unikanie treningów, konflikty z kibicami, a także problemy z wagą. 
Adriano ma teraz 30 lat, kiedyś ubiegały się o niego najlepsze kluby świata (Chelsea za czasów Jose Mourinho oferowała za byłego napastnika brazylijskiej reprezentacji 80mln funtów), miał wszystko, o czym mógł tylko marzyć, kiedy wychowywał się w brazylijskich slumsach. Kiedyś był postrachem bramkarzy i obrońców, a teraz? Teraz może być jedynie pośmiewiskiem. Żeby wspomnieć jak grał „ el Imperatore” za swych najlepszych czasów, wystarczy spojrzeć na poniższy filmik :